Ferie zimowe na stoku – dwa wina jak dwa alpejskie kurorty
- Mucha w Kieliszku
- 3 godziny temu
- 3 minut(y) czytania
Ferie zimowe trwają w najlepsze, a to oznacza tylko jedno – jeśli ferie, to narty. A jeśli narty, to klimat górskich schronisk, chłodne powietrze, śnieg skrzypiący pod butami i wieczory, które smakują trochę inaczej niż te spędzane w domu. W Musze ten rytm znamy dobrze – od lat właśnie na początku roku wracamy do win z chłodnego klimatu, szczególnie z Niemiec i Austrii, łącząc je z alpejską kuchnią i narciarską atmosferą. I jeśli chodzi o takie wyjazdy – możecie nam zaufać.
Alpejskie degustacje – nasz początek i nasze wspomnienia

Degustacje alpejskie zajmują w naszej historii wyjątkowe miejsce. To był jeden z pierwszych motywów, które naprawdę nas zdefiniowały. Były narty i snowboardy stojące pod ścianami, swetry, spodnie narciarskie, kaski, menu „prosto ze stoku” i niespodzianki, które kojarzą się z zimowym wyjazdem w Alpy. Do tego muzyka, która potrafiła przejść w jodłowanie, i zabawa, która – nie ma co ukrywać – kończyła się nad ranem. Mnóstwo uśmiechów, zadowoleni goście i poczucie, że ten klimat jest dokładnie tym, co chcemy robić.
Wracamy do niego dziś w ramach Degustacji Tygodnia, wybierając dwa wina, które idealnie się w niego wpisują.
Oto nasze ferie zimowe na stoku - dwa wina jak dwa alpejskie kurorty.
Heiderer Mayer Grüner Veltliner Wagramer – Sölden w pełnym słońcu
Zacznijmy od miejsca, które budzi się wcześnie i od razu na wysokich obrotach. W Sölden dzień zaczyna się od światła odbijającego się od śniegu i od ruchu, który wciąga szybciej, niż zdążymy zapiąć kask. Na stokach tłum, kolory, muzyka dobiegająca z tarasów. Narty suną po szerokich trasach, ktoś macha z kolejki, ktoś już planuje, gdzie spotkamy się po południu. Wieczorem restauracja albo klub, rozmowy, śmiech, dobre jedzenie. Wszystko jest intensywne, ale przyjemne – dokładnie takie, jakie mają być ferie.

Właśnie w tym tempie żyje Heiderer Grüner Veltliner Wagramer. To wino świeże, energiczne, bardzo otwarte. W aromacie czuć zielone jabłka, cytrusy i gruszkę, a w tle delikatną, pieprzną nutę, która dodaje mu charakteru. Kwasowość nadaje mu dynamiki, a średnie ciało sprawia, że świetnie towarzyszy jedzeniu i rozmowie. Nie trzeba się nad nim długo zastanawiać – po prostu dobrze się z nim jest.
Dlatego właśnie Sölden i ten Grüner spotykają się w jednym obrazie: głośnym, jasnym, pełnym ruchu i zimowej energii. Dzień, który naturalnie przechodzi w wieczór, bez zbędnych pauz.
Riesling Rheinschiefer Kabinett Hönninger Schlossberg – spokojna droga do St. Anton am Arlberg
A teraz zwolnijmy. Wybierzmy się w podróż w inne miejsce Alp, takie, do którego nie trafia się przypadkiem. St. Anton am Arlberg nie krzyczy od pierwszego kroku. Tu poranki są cichsze, powietrze chłodniejsze, a trasy wymagają skupienia. Dzień mija w rytmie własnych myśli, a po nartach zamiast klubów czekają drewniane wnętrza, tradycyjne knajpki i kuchnia, która smakuje lepiej, kiedy nikt się nie spieszy. Wieczory są długie, spokojne, z rozmową, która nie musi mieć końca.

W takim właśnie krajobrazie maluje się Riesling Rheinschiefer Kabinett Hönninger Schlossberg. Jest lekki, precyzyjny i bardzo czysty w wyrazie. Aromaty cytrusów, zielonego jabłka i białych kwiatów łączą się tu z wyraźną mineralnością, która nadaje winu głębi i elegancji. St. Anton i ta odsłona Rieslinga spotykają się w jednym punkcie: w potrzebie ciszy, jakości i uważności. To propozycja dla tych, którzy w Alpach szukają nie tylko śniegu, ale też równowagi.
Podsumowując krótko. Jeśli ferie spędzacie na stoku – życzymy Wam dobrego śniegu i bezpiecznych zjazdów. Jeśli zostajecie na miejscu,
zapraszamy na Degustację Tygodnia do Muchy!
Dwa wina, alpejski klimat i okazja, żeby na chwilę przenieść się w góry
– bez pakowania nart do bagażnika.
Trzymajcie się ciepło i korzystajcie z ferii dokładnie tak, jak lubicie najbardziej (a przynajmniej - bezpiecznie).
Załoga Muchy w Kieliszku
P.S. Dla przypomnienia - selekcje degustacyjne z naszych alpejskich spotkań ;)























Komentarze